Gdy już znalaz...
Gdy już znalazła się w stanie zupełnego zobojętnienia i to bez pomocy pigułki, czego sobie od razu pogratulowała, ktoś szarpnął lekko jej sweterek.
— Mam problem.
— Och, kochana, przestraszyłaś mnie.
— Tylko się zabić! — Urszula z dawnym wylęknie-uiem w oczach odgarnęła do tyłu jasną gęstą grzywę włosów, którą hodowała specjalnie na zamówienie Darka Łagodnego. „Musisz mieć jakiś styl, jak ja się z tobą gdzie pokażę."
— Ach, to! Proszę, proszę! Znajdujemy się w epoce króla Ćwieczka.
— Nie żartuj! Porozmawiaj ze mną, bo oszaleję!
— Chodźmy na dwór.
Późno jesienny wiatr miał jeszcze sporo do roboty. Uwijał się więc, kręcił i obracał krzewami i zdzierał z nich lekko pożółcone wilgotne liście. Solidnie skropiona ziemia uginała się przy każdym stąpnięciu.
Ojciec z małym Johannem zamykali dwuskrzydłowe drzwi szklarni. Urszula pociągnęła siostrę w stronę ulicy. Na ulicy jednak wiatr nie mając się do czego przyczepić, zaczął targać sukienki, podnosząc je do głowy.